A najgorsze jest to... że nie potrafię sobie poradzić.
Myśl, że jestem sama, dołuje mnie jeszcze bardziej.
Kiedy jesteś obok mnie, nawet nie wiesz, jaką mam ochotę Cię pocałować, przytulić się do Ciebie, powiedzieć, że będzie dobrze, że się ułoży, że inni się nie liczą, jesteśmy tylko my, tu i teraz.
Piszę wszystko ze łzami w oczach, nie masz pojęcia jak mi Cię brakuje, Twojego uśmiechu, Twoich oczu, Ciebie. Nie potrafię zrobić niczego bez myśli o Tobie. Całymi dniami siedzisz mi w głowie, czasami mi się śnisz. Nie wiem po co było to wszystko, mam ochotę się zajebać. Chcę jakąś wixę, chcę żebyś tam był, patrzeć na to, jak się cieszysz, jak mnie słuchasz kiedy do Ciebie mówię... Wybaczyłam Ci wszystko, zaczynając od początku. Jest mi źle, jest mi ciężko, nie umiem tak, nie potrafię sobie niczego ułożyć, straciłam połowę siebie i nie umiem pogodzić się z myślą, że nie mogę się do Ciebie zbliżyć, że nie jest już tak jak było. Dlaczego życie musi aż tak kopać po dupie? Dlaczego zawsze coś takiego przytrafia się mi? Mam jakiegoś pecha do tych spraw?
Bardzo chcę, żeby było tak jak wcześniej, to dziwne, że wszystko potrafi się zjebać, przez jakieś głupie sprawy.
Podobno, jeżeli ktoś kocha Cię naprawdę, to do Ciebie wróci, ale nie wydaje mi się, żeby było tak i tym razem. Mam wrażenie, że masz mnie dosyć, że masz mnie za idiotkę, która myśli, że jak pstryknie palcami, to będzie miała Cię z powrotem. Po tym wszystkim, co usłyszałam od moich "ludzi" i tak Cię kocham i nie potrafię przestać, to okropne uczucie.
Nie wrócisz już, prawda? Nie wróci ten chłopak, którego tak kocham, będzie ten, który...